Inicjatywa "Suma Idei"
  • O NAS
    • NASZA MISJA
    • PATRONAT
  • NASZE INICJATYWY
  • W MEDIACH
  • O EDUKACJI
  • KONTAKT
  • O NAS
    • NASZA MISJA
    • PATRONAT
  • NASZE INICJATYWY
  • W MEDIACH
  • O EDUKACJI
  • KONTAKT
26 października 2025  |  Przez Rafał In Religia, Światopogląd, Wychowanie, Zatrudnienie

Wychowanie do hipokryzji

fot./pl.freepik.com
fot./pl.freepik.com

Zawstydzająco daleki od prawdy byłem (w ten zawoalowany sposób publicznie przyznaję się do dziecięcej wręcz naiwności), gdy usłyszawszy, iż swoiste „oczko w głowie” minister Nowackiej – edukacja zdrowotna – uruchomiona zostanie jako przedmiot zaledwie nieobowiązkowy, założyłem, że sposób jej realizacji w niczym nie będzie odbiegał od jednako nieobligatoryjnej religii. Nie po raz pierwszy przebiegłość czy raczej bezczelność „pierwszej nauczycielki RP” bezecnie zadrwiła z wiary niżej podpisanego w drzemiące w niej pokłady, choćby li tylko elementarnej, ludzkiej przyzwoitości.

 

 

Wyjątki, o których szerzej poniżej, przesądziły o definitywnym wyzbyciu się przeze mnie wątpliwości co do przyrodzonego kierującej MEN systemu wartości; skojarzenia z przysłowiowym Kalim i jego wątpliwej próby moralnością wydają się, w jej przypadku, jak najbardziej na miejscu. Chcąc wszelako uniknąć ewentualnych rozczarowań co radykalniejszych czytelników, już na wstępie uprzedzam, iż dalsze rozważania, zapewne wbrew ich oczekiwaniom, nie będą zorientowane na potępianie w czambuł – albowiem mój stosunek do rzeczonego pedagogicznego novum jest co najwyżej ambiwalentny – następczyni WDŻ, a na konsekwentnym piętnowaniu w istocie bezceremonialnego stosowania, w jego obszarze kompetencyjnym, podwójnych standardów przez kierownictwo resortu oświaty.

 

Mniej religii – zdrowsze i szczęśliwsze dzieci

Wraz z nastaniem w gmachu przy al. Szucha 25 ery B. Nowackiej – a miało to miejsce w jakże symbolicznym, a jednocześnie stanowiącym cokolwiek fatalny, i to w dwójnasób, prognostyk na przyszłość, dniu: 13 grudnia (2023 r.) – na katechetów – jak się wyłącznie domyślam, gdyż nazbyt wielu nie miałem okazji poznać osobiście, acz jako (nie wykluczam, iż jedynie we własnym mniemaniu) człowiek empatyczny potrafię wczuć się w ich sytuację – padł blady strach. Pełzający zamach na religię w szkole, którego celem była i jest jej marginalizacja, wydawał się przesądzony, kwestią otwartą pozostawało jedynie, kiedy się dokona i jak dewastujące będą jego następstwa. Antyklerykalny tandem Nowacka–Lubnauer zrazu zabrał się do dzieła – dzieła, rzecz jasna, zniszczenia. Argumentem do znudzenia wręcz eksploatowanym przez jego (tj. zamachu) inicjatorki było mityczne przeciążenie uczniów („Naszym zobowiązaniem jest ulżyć dzieciom w procesie nauczania, żeby nie miały przeładowanego planu lekcji” – B. Nowacka, wypowiedź dla „Newsweeka”, 7 stycznia 2024 r.), tych samych, których tyle co absurdalną, bo nieuzasadnioną jakimikolwiek badaniami ani niepoprzedzoną chociażby fasadowymi konsultacjami decyzją polityczną („Koniec obowiązkowych prac domowych” – D. Tusk na platformie X, 27 marca 2024 r.) zwolniono z konieczności odrabiania prac domowych. „Genialnym” w swej prostocie konceptem, który gwarantować winien młodym ludziom osiągnięcie dobrostanu, okrzyknięto zredukowanie tygodniowego wymiaru – z dwóch do jednej godziny lekcyjnej – fakultatywnej (sic!), a nadto cieszącej się, zdaniem (nie tylko) rządzących, coraz mniejszą wśród nich (tj. młodych ludzi) popularnością („Młodzież odpływa od lekcji religii. Szczególnie młodzież licealna” – B. Nowacka, Graffiti w Polsat News, 11 marca 2025 r.) – katechezy. I nic to, że celem rezygnacji z uczestnictwa w niej (całkowitego, a nie połowicznego) wystarczyło złożyć proste oświadczenie woli. Groteskowości całej sytuacji przydaje fakt, iż w tym samym czasie trwały w MEN gorączkowe prace nad założeniami do edukacji zdrowotnej, o której sama kierująca rzeczonym resortem w Rozmowie Piaseckiego (TVN24, 12 listopada 2024 r.), odnosząc się do obiekcji artykułowanych przez Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, mówiła: „Będzie to przedmiot obowiązkowy bez względu na to, co jedna czy druga organizacja będą uważały”. Reasumując: szumnie zapowiadane odciążenie uczniów polegać miało de facto (ostatecznie z uwagi na podupadającą kampanię wyborczą R. Trzaskowskiego przed elekcją prezydencką plany zmodyfikowano) na zastąpieniu jednej, nieobowiązkowej, godziny lekcyjnej (religia) inną – z tym że obligatoryjną (edukacja zdrowotna). Doprawdy zamiana godna stryjka i jego skromnego inwentarza w postaci – odpowiednio przed i po transakcji – siekiery i kijka.

 

Pozorny wybór

Znamienne, że w swym reformatorskim oczadzeniu oświatowe decydentki w odniesieniu do szkolnej katechezy nie poprzestały wyłącznie na ograniczeniu ilościowym, ale czyniąc obowiązującą – z w praktyce niewiele znaczącym odstępstwem – regułę skraju dnia (lekcja religii poprzedzająca lub następująca po zajęciach obowiązkowych), stworzyły, pod pozorem dbałości o komfort uczniów nań nieuczęszczających – dla wielu młodych ludzi wprost nieodpartą – pokusę do rezygnacji z uczestniczenia weń. Nadmienię, iż jako społeczny recenzent legislacyjnej ekwilibrystyki B. Nowackiej poniekąd podzielam (tfu!) tę, wyrażaną m.in. ustami jej zastępczyni – „Coraz więcej dzieci nie chodzi na religię. Nie chcemy, żeby te dzieci musiały czekać gdzieś w środku lekcji nie wiadomo gdzie, nie mając tych zajęć” (K. Lubnauer, Graffiti w Polsat News, 20 grudnia 2023 r.) – troskę o pozostających niezaopiekowanymi w trakcie tzw. okienek, dla uproszczenia przyjmijmy – niewierzących – uczniów. Warto wszelako pamiętać, że to z myślą o nich – stąd owo poniekąd – jako alternatywę (tym niemniej z uwagi na fakt, iż choćby teoretycznie istnieje możliwość jednoczesnego uczęszczania na, w takim wypadku, komplementarne zajęcia), choćby zainteresowanie nią wyrażały li tylko jednostki (impuls do poprawy sytuacji tychże miało dać orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Grzelak przeciwko Polska z 15 września 2010 roku., skarga nr 7710/02), uruchomiono lekcje etyki. Wydaje się, że gdyby swego czasu władze oświatowe z równą towarzyszącej wprowadzaniu edukacji zdrowotnej determinacją agitowały na ich rzecz, paradoksalnie znacznie łatwiej byłoby dziś o kompromis pomiędzy MEN… a episkopatem. Zaproponowane bowiem przez stronę kościelną ustępstwo – jedna, aczkolwiek obowiązkowa (opcjonalnie z etyką), godzina katechezy w tygodniu, szczególnie w obliczu rysującej się perspektywy przyjęcia przez Sejm obywatelskiego projektu Ordo Iuris, zakładającego jej obligatoryjność w dwukrotnie większym wymiarze czasowym – jawi się, a raczej jawiłoby się, niby zrządzenie losu umożliwiające oświatowym prominentkom wyjście z twarzą z sytuacji nie do pozazdroszczenia, w którą zresztą same się uwikłały. Co więcej, rzeczony kompromis stanowi(łby), przynajmniej w opinii niżej podpisanego, najlepsze antidotum na problem „okienek” i pozostawianych w ich trakcie samopas uczniów. Na przeszkodzie stoi jeden, będący pokłosiem wieloletnich zaniedbań w dyskutowanym obszarze, mały, acz istotny szkopuł, mianowicie dojmujący deficyt kadry pedagogicznej uprawnionej do nauczania etyki.

 

Przedmiot przedmiotowi nierówny

Los nieuczestniczących w katechezie, a z racji postępującej laicyzacji społeczeństwa w coraz większej liczbie koczujących na szkolnych korytarzach młodych ludzi, już w 2021 roku wzbudził zaniepokojenie Pełnomocnika Terenowego RPO w Katowicach. Ten to, w wystąpieniu do dyrektorki jednego z częstochowskich liceów, wskazywał, iż przejawem poszanowania praw wszystkich uczniów jest takie konstruowanie planu lekcji (mimo braku w tym zakresie literalnego obowiązku), aby ujęte w nim godziny obowiązkowe nie były, szczególnie jeśli deklarujący uczestnictwo w tychże stanowią raptem ok. 30% ogółu zespołu klasowego, przeplatane zajęciami fakultatywnymi. Przyznam, iż trudno – nie ocierając się o śmieszność – odmówić zdroworozsądkowości takiemu ujęciu problemu. Toteż przekształcenie tej akurat praktyki w obowiązującą normę prawną nie wywołało we mnie zbytniego wzburzenia. To przyszło w dniu inauguracji bieżącego roku szkolnego wraz z emisją w stacji TVN24 audycji Kropka nad i, w której goszcząca u Moniki Olejnik B. Nowacka na pytanie prowadzącej: „O której godzinie będzie ta lekcja [edukacja zdrowotna – przyp. RZ]?”, uprzytamniając telewidzom nierównowagę pomiędzy, wydawałoby się, jednako nieobowiązkowymi przedmiotami, bez cienia zażenowania odparła: „Zależy, jak plan lekcji będzie ułożony”. Wystarczyło jedno zdanie, aby wniwecz obrócić misternie budowaną miesiącami narrację służącą wytworzeniu w społeczeństwie złudnego przekonania, jakoby podstawową troskę menowskich zwierzchniczek stanowiło dobro dziecka, w tym w szczególności higiena czasu jego szkolnej nauki. Dość przytoczyć w tym miejscu fragment – stanowiącego swoiste ad vocem do złożonego w Trybunale Konstytucyjnym przez (p.o.) I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Manowską wniosku o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą rozporządzenia Ministra Edukacji z dnia 26 lipca 2024 r. nowelizującego zasady warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach, a opublikowanego przez Polską Agencję Prasową w dniu 27 sierpnia 2024 r. – stanowiska K. Lubnauer: „Nowe rozporządzenie zwiększa możliwości dyrektorów w organizacji planu zajęć tak, by był on jak najkorzystniejszy dla uczniów [podkr. RZ]. Dzięki nowym rozwiązaniom możliwe będzie planowanie lekcji religii na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej, by uczniowie, którzy nie uczą się tego nieobowiązkowego przedmiotu, mogli odpowiednio później przyjść do szkoły lub odpowiednio wcześniej wrócić do domu, zamiast czekać w czasie tzw. okienek między lekcjami”. Zestawiając obydwie przywołane w niniejszym akapicie wypowiedzi, nie sposób nie odnieść wrażenia, że jedna grupa uczniów (niezainteresowani uczestnictwem w religii/etyce) jest faworyzowana względem innej (niechętni zajęciom edukacji zdrowotnej), a dwóm – wydawać by się mogło – na równi fakultatywnym przedmiotom nadano zgoła odmienne statusy.

 

Wierzący poczekają

Najmniejszych złudzeń w tym zakresie nie pozostawiają akty normatywne regulujące dyskutowane kwestie. Podczas gdy w rozporządzeniu Ministra Edukacji z dnia 17 stycznia 2025 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach jak wół stoi, że: „Nauka religii lub etyki jest organizowana bezpośrednio przed rozpoczęciem obowiązkowych zajęć edukacyjnych […], przewidzianych dla ucznia w danym dniu albo bezpośrednio po zakończeniu tych zajęć”, w rozporządzeniu Ministra Edukacji z dnia 7 kwietnia 2025 r. w sprawie sposobu nauczania szkolnego oraz zakresu treści dotyczących wiedzy o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji zawartych w podstawie programowej kształcenia ogólnego doprawdy próżno szukać podobnych obostrzeń. Na tę oczywistą (żeby nie napisać: bulwersującą) logiczną niespójność, ustami swojej rzeczniczki – Magdaleny Kaszulanis (rozmowa z PAP, 17 sierpnia 2025 r.), uwagę zwrócił nawet, jawnie antyklerykalny, czemu wyraz dał, pozostając niemalże absolutnie biernym na szykany oświatowego establishmentu (tu: osób mających władzę, tym niemniej pozbawionych autorytetu) wobec katechetów, ZNP: „Dyrektorzy zauważają, że zajęcia z edukacji zdrowotnej także (na wzór religii – przyp. RZ) powinny być pierwszymi lub ostatnimi, żeby uczniowie, którzy nie biorą w nich udziału, nie mieli okienek. […] Jednak w przypadku edukacji zdrowotnej tak szczegółowych przepisów nie ma…”.

 

Zrezygnuj albo chodź – paradoks nieobowiązkowości

Wytycznych brak i bynajmniej, co do czego – osiągając bodaj najwyższy możliwy poziom absurdu/abstrakcji (dowolne skreślić), bo za taki uznać należy uciekanie się w tłumaczeniach do… oksymoronu – Strefę Edukacji uświadomiło MEN, nie jest to niczyje niedopatrzenie. Otóż, jak przekonują służby prasowe resortu: „edukacja zdrowotna przewidziana jest dla wszystkich uczniów, choć z udziału w tych zajęciach uczeń może zrezygnować”. Toż to – drogi czytelniku – istny retoryczny „majstersztyk”, znajdujący – o zgrozo – odzwierciedlenie w stosownych przepisach wykonawczych do ustawy o systemie oświaty, wszak § 6 przytaczanego już rozporządzenia ministra edukacji z 7 kwietnia 2025 r. stanowi, że uczeń nie bierze udziału w zajęciach, jeżeli jego rodzice lub, o ile jest pełnoletni, on sam, w terminie do dnia 25 września danego roku szkolnego, w formie pisemnej, zgłosi dyrektorowi szkoły rezygnację z uczestnictwa w tychże. Zaiste przedziwna to nieobowiązkowość, skoro mimo braku uprzedniego akcesu konieczne okazuje się jego wycofanie… Dla odróżnienia chronologicznie wcześniejszy akt niższej rangi, regulujący kwestie związane z organizacją katechezy (rozporządzenie Ministra Edukacji z dn. 14 kwietnia 1992 r. z późn. zm.), doczekał się nawet – w efekcie presji ze strony środowisk orędujących za rozdziałem Kościoła od państwa – ministerialnej wykładni (stanowisko z dn. 20 września 2016 r.), w myśl której: „Podstawą udziału ucznia w zajęciach z religii, z etyki lub w zajęciach z obu przedmiotów jest życzenie wyrażone w formie pisemnego oświadczenia złożonego przez rodziców (opiekunów prawnych) lub pełnoletniego ucznia”, z zastrzeżeniem, iż „szkoła nie może domagać się od rodziców lub pełnoletniego ucznia oświadczenia o nieuczęszczaniu na lekcje religii lub etyki”. Ponadto nie dookreślono terminu granicznego, po którego przekroczeniu ustawałaby możliwość cofnięcia wyrażonej pierwotnie woli, co w praktyce oznacza, że dopuszcza się ewentualność zaniechania posyłania nań dziecka w dowolnym momencie trwania roku szkolnego.

 

Dyskrecja dla wybranych

Same oświadczenia woli stanowiły zresztą jeden z przedmiotów korespondencji pomiędzy ówczesnym Rzecznikiem Praw Obywatelskich Adamem Bodnarem a adresatką jego wystąpienia z dn. 20 września 2018 r. (sygn. XI.5601.4.2016.JS) – minister edukacji Anną Zalewską. Późniejszy szef resortu sprawiedliwości – nie bez racji – dowodził, że „żądanie składania deklaracji o odmowie uczestnictwa w lekcjach religii lub etyki” trąci „naruszeniem wolności sumienia i wyznania oraz prawa do nieujawniania swojego światopoglądu, przekonań religijnych czy wyznania”. Co znamienne, a przy tym stojące w sprzeczności z zapatrywaniem na problem Rzecznika, na tożsamą dyskrecję, w obliczu nawoływań do bojkotu formułowanych przez hierarchów w Liście Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z dn. 14 maja 2025 r. w sprawie nowego przedmiotu edukacja zdrowotna („W trosce o wychowanie i zbawienie apelujemy, abyście nie wyrażali zgody na udział Waszych dzieci w tych demoralizujących zajęciach”), liczyć nie mogą wierni Kościoła katolickiego stosujący się do zaleceń jego dostojników.

 

Wspierać, karząc

Jak dowodzą wypadki, sygnalizowany brak poufności to – w porównaniu z konsekwencjami, jakie ponieść może dyrektor jednej z podlubelskich szkół, który lobbował wśród rodziców za nieposyłaniem dzieci na edukację zdrowotną (w województwie, na którego terenie zlokalizowana jest placówka, cieszy się ona zainteresowaniem niespełna ¼ uczniów), a ponadto nie przewidział lekcji tego przedmiotu w planie – co najwyżej niewiele znacząca niedogodność. Po tym, jak – powołany już przez obecną ekipę rządzącą (co istotne, a o czym szerzej poniżej) – lubelski kurator oświaty skierował w jego sprawie wniosek o ukaranie do rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli, grożą mu sankcje o rozpiętości od nagany z ostrzeżeniem po zwolnienie z pracy (przypominam, iż mowa niezmiennie o przedmiocie nieobowiązkowym). A wszystko to w nowej rzeczywistości, po jedynym nieodzownym – w opinii B. Nowackiej (XXI Ogólnopolska Konferencja Kadry Kierowniczej Oświaty w Krakowie, 28 lutego 2025 r.) – na powierzonym jej odcinku, „trzęsieniu ziemi” (czyt. czystce), które nastąpiło w kuratoriach. Kierownicy tychże instytucji – jak raczyła zażartować szefowa MEN – „nie są dzisiaj po to, by karać”, lecz aby „wspierać dyrektorów szkół”. Ponadto wyraziła nadzieję, że ci ostatni czują, „że skończyły się prześladowania polityczne” (te jej zdaniem, którym podzieliła się w dniu zaprzysiężenia rządu z widzami audycji Rozmowa Piaseckiego w TVN24, rozgorzały za czasów jej poprzednika – „To jest wielka szkoda, kiedy ogranicza się wolność dyrektorom szkół, nauczycielom i uczniom – najważniejszym graczom w tej opowieści o szkole (…) nie jest rolą ministra prowadzenie działań indoktrynacyjnych, jak robił pan Czarnek”), a „zaczęło się wspieranie i normalny, porządny dialog”. Żałuję, że nie poczyniłem wysiłku, aby dotrzeć do owego „zaopiekowanego” przez terenowego plenipotenta minister edukacji dyrektora, który z całą pewnością musi mieć wiele przemyśleń na temat otuchy wlanej weń przezeń.

 

Płać i licz się z kontrolami

Beneficjentami odmienionych kuratoryjnych standardów, zgodnie z zapowiedzią K. Lubnauer – „My tylko kontrolujemy to, czy to [ponadministerialne godziny religii – przyp. RZ] się odbywa zgodnie z prawem (…). Jeżeli się odbywa zgodnie z prawem, to „wolnoć, Tomku, w swoim domku” (Pytanie dnia, TVP Info, 26 sierpnia 2025 r.) – staną się albo już się stały placówki z gmin, które zdecydowały się, na przekór dążeniom MEN, zachować dotychczasowy wymiar godzinowy katechezy poprzez sfinansowanie dodatkowych lekcji z własnych środków. Druga osoba w gmachu przy al. Szucha 25 zastrzegła – jakoby zapominając, iż przekazywane samorządom z budżetu centralnego subwencje i dotacje stanowią średnio ok. 60% ponoszonych przez nie, na zadania oświatowe, wydatków – że niedozwolone jest organizowanie katechezy w ramach tzw. godzin do dyspozycji dyrektora. Audyty przeprowadzone zostaną rzecz jasna w ramach awizowanego przez kierującą resortem edukacji, w przywoływanej już rozmowie z redaktorem Konradem Piaseckim, cokolwiek – zdaniem niżej podpisanego – osobliwego „pomagania szkołom”. Na marginesie: wciąż – znów dość naiwnie – liczę na to, iż determinacji kuratorom wystarczy także do „wsparcia” 87% placówek (w liczbach bezwzględnych – 17985; dane za rok szkolny 2023/2024), w których, wbrew wyrokowi ETPC w sprawie Grzelak przeciwko Polsce, pokpiono sprawę organizowania zajęć z etyki.

 

Katecheza na skraju dnia i basta!

Idę z kolei o zakład, że wyłącznie kwestią czasu jest zdopingowanie przez oświatowe decydentki pracowników nadzoru pedagogicznego do dokonania weryfikacji spełnienia przez dyrektorów, przy okazji sporządzania planów lekcji, wymogu umieszczania katechezy na początku lub na końcu dnia nauki szkolnej. Wymogu zresztą, co do którego pomiędzy jego pomysłodawczyniami a realizatorami nie ma jednomyślności. Wszelako jak – nie bacząc na zaklinające rzeczywistość słowa B. Nowackiej, jakoby po jej interwencji lekcje religii miały być „zorganizowane tak, by było najwygodniej dla szkoły” (wypowiedź dla PAP z dn. 4 marca 2025 r.) – dowodzi Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty: „Konstruowanie planu zajęć już teraz (tj. przed wejściem w życie rozporządzenia Ministra Edukacji z dnia 26 lipca 2024 r.; wypowiedź dla „Dziennika Gazety Prawnej” z dn. 21 stycznia 2025 r.) jest trudne”, a „gdy wdrożenie zmian będzie konieczne w każdej szkole, na pewno pojawią się trudności. Będzie to rodzić nerwy i liczne dyskusje”. Aż strach jednak pomyśleć – mając w pamięci kazus dyrektora z Lubelszczyzny oraz obsesyjną niechęć szefostwa MEN do Kościoła katolickiego (aczkolwiek, zważywszy na fakt, iż ten w rozmowach z resortem prezentował wspólne dla różnych wyznań stanowisko, chyba nie tylko do niego) – jakie konsekwencje, w przypadku niezastosowania się do ministerialnych wytycznych w tym zakresie, mogłyby spotkać niepokornych włodarzy szkół.

 

Spokojnie – to tylko trzęsienie ziemi

Przestrogą dla nich niech będzie los katechetów, których wbrew górnolotnym deklaracjom – „naszym zadaniem jest zadbać, by nauczyciele byli włączeni w każdy proces decyzyjny, który dzieje się w polskiej szkole. Nie pozwolę, by jakakolwiek polityka prowadziła do wykluczania czy deprecjonowania nauczycieli. Będziemy Was wspierać” (B. Nowacka podczas XXI Ogólnopolskiej Konferencji Kadry Kierowniczej Oświaty w Krakowie, 28 lutego 2025 r.) – konsekwencje dosięgły, nim jeszcze (ewentualnie) zdążyli zawinić. Osobliwe rozumienie wsparcia – według szacunków samego MEN – kosztowało utratę pracy rzeszę ok. 10 tys. nauczycieli religii, przy czym owo wyliczenie nie uwzględnia katechetów, którym „tylko” okrojono etat. Czy aby na pewno to jeszcze, jak kreująca politykę oświatową rządu zapewniała podczas lutowych obrad w stolicy Małopolski („Rok temu obiecywałam państwu, że nie będzie »trzęsienia ziemi«, że będzie ewolucja”), stopniowe przeobrażenie, czy raczej, biorąc pod uwagę skalę zwolnień (także w odniesieniu do intensywności sklasyfikowanych przez nią jako właśnie „trzęsienie ziemi” ruchów kadrowych w kuratoriach) – już przewrót? Pomocną w rozstrzygnięciu rzeczonego dylematu, a jednocześnie rzucającą nieco światła na sytuację, w jakiej znaleźli się nauczający religii, okazać się może bezprecedensowa (czy raczej desperacka?) inicjatywa biskupa diecezji sosnowieckiej Artura Ważnego, który zaapelował do rodziców posyłających dzieci na katechezę, aby ci rozważyli możliwość przekazywania na rzecz ją prowadzących… jałmużny, która miałaby stanowić rekompensatę uszczerbku poniesionego przez tychże na wynagrodzeniach. Cytowany przez „Gazetę Wyborczą” hierarcha, przekonując do skuteczności tego rodzaju przedsięwzięć, przywołał doświadczenia kwestujących online twórców internetowych: „Jeśli widzimy, że ktoś wykonuje pracę, która nam pomaga, że ktoś służy katechezą czy formacją, będziemy chcieli go wspierać, co pokazuje również przykład różnych katolickich youtuberów czy influencerów, którzy zbierają fundusze na Patronite”. Cóż, godna naśladowania, jak na apostolskiego sukcesora, progresywność, nieprawdaż?

 

Bilans strat

Niewykluczone, że już niebawem uchodząca dziś za ewenement – zważywszy na skostniałość tkanki episkopatu – postawa bpa A. Ważnego będzie musiała znaleźć pilnych naśladowców. Bóg jeden raczy bowiem wiedzieć, do czego obwiniającą (nie bez racji) o fiasko edukacji zdrowotnej (oficjalne dane wciąż, mimo deklarowania kolejnych terminów, nie zostały upublicznione) hierarchów – „burza polityczna rozpętana przez Episkopat i polityków prawicy spowodowała, że przedmiot został w tym roku wprowadzony jako nieobowiązkowy. Oczywistą konsekwencją nieobowiązkowości jest to, że spora część uczniów i rodziców decyduje się niestety na nieskorzystanie z tego przedmiotu” (B. Nowacka podczas konferencji prasowej z rzecznikiem rządu Adamem Szłapką, po posiedzeniu Rady Ministrów w dn. 8 października 2025 r.) – minister popchnąć może buzująca w niej frustracja. Frustracja z całą pewnością potęgowana jeszcze przez koalicjantów, którzy głosując wbrew jej woli (wszyscy obecni na posiedzeniu w dn. 26 września br. posłowie PSL-TD oraz 8 z 28 posłów Polski 2050-TD) – dosłownie – przyłożyli rękę do skierowania obywatelskiego projektu ustawy „Tak dla religii i etyki w szkole” (przygotowany przez Instytut Ordo Iuris, a wniesiony przez Stowarzyszenie Katechetów Świeckich), zakładającego między innymi wprowadzenie do szkół dwóch obowiązkowych lekcji religii lub etyki w tygodniu, a przy tym – rzecz jasna – dającego katechetom nadzieję na lepsze jutro, do dalszych sejmowych prac. Prawda jest taka, że obydwu rzeczonych rozczarowań szefowa resortu edukacji mogła uniknąć – wystarczyło, miast kopać się z koniem, podjąć autentyczną próbę dialogu z, gotowym do mieszczących się w granicach rozsądku (wyznaczanych przez stawiające Kościół w uprzywilejowanej pozycji negocjacyjnej obostrzenia prawne) i rozłożonych w czasie ustępstw, duchowieństwem. Najwidoczniej, co akurat nie powinno szczególnie dziwić, obca jest oświatowej sterniczce pochodząca z Księgi Ozeasza (8,7), maksyma: „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”. Tym niemniej trudno, w przypadku osoby z wyższym wykształceniem technicznym, publicznie – choć gwoli ścisłości: bez wymiernych sukcesów – zabiegającej o zwiększenie roli fizyki w szkole („Do tej pory młodzież miała więcej lekcji religii niż biologii, chemii, fizyki, WOS-u i edukacji dla bezpieczeństwa razem wziętych” – B. Nowacka w nagraniu informującym o podpisaniu rozporządzenia z 17 stycznia 2025 r.), znaleźć usprawiedliwienie dla nieznajomości… trzeciej zasady dynamiki Newtona. Nic to – wszak człowiek uczy się przez całe życie, czego i pani, pani minister, życzę. Amen.

* * *

Rafał Zalcman - ojciec, mąż, nauczyciel z przekonania i wyboru, chocianowianin bez wzajemności. W przeszłości związany z „Edukacją i Dialogiem”. Inicjator i organizator Ogólnopolskiego Konkursu „Pasjonująca lekcja religii”.

katecheci prawo religia wychowanie zatrudnienie
Poprzedni ArtykułLeksykalne niedostatki oświatowej „wizjonerki”

Powiązane artykuły

  • fot./ asier_relampagoestudio - pl.freepik.com
    Leksykalne niedostatki oświatowej „wizjonerki”
  • fot./ cookie_studio - pl.freepik.com
    Toczka w toczkę (p)różni

Zostaw komentarz Cancel Reply

(will not be shared)

Kategorie

Tagi

agresja buylling cyfrowi tubylcy dyskryminacja e-learning egzaminy finanse formacja Internet katecheci klasy łączone kodowanie kompetencje cyfrowe kompetencje kooperacyjne Laboratorium mała szkoła nauczanie negatywna selekcja ocenianie podstawa programowa prawo programowanie rankingi reglamentowanie dostępu do zawodu religia rozhamowanie selekcjonowanie informacji Sudbury Valley Summerhill szkoła szkoły demokratyczne szkoły progresywne testomania testy Uczelnia 3.0 umiędzynarodowienie wiedza wychowanie zarobki zatrudnienie

Podziel się

Newsletter

O NAS

SUMA IDEI to przedsięwzięcie zorientowane na inicjowanie działań związanych z szeroko pojętą edukacją, skupiające wokół siebie grupę zapaleńców-wolontariuszy.

PATRONAT

Udzielany przez nas patronat ma przeważnie charakter honorowy i nie oznacza mecenatu finansowego. W szczególnych przypadkach udzielamy wsparcia organizacyjnego przedsięwzięcia. [szczegóły]

PARTNERZY


KONTAKT

W przypadku pytań, nie wahaj się – pisz:
Inicjatywa „SUMA IDEI”
ul. Bohaterów Wojska Polskiego 58/2
59-140 Chocianów
e-mail: kontakt[at]sumaidei.org

 

Copyright © 2020 by Fundacja "Suma Idei"